piątek, kwietnia 15

Jak wybrać fotografa ślubnego





Dzisiaj trochę inaczej niż zawsze ;) Przeczytałam pewien felieton, który mi się bardzo spodobał. Humorystycznie przedstawia kilka ważnych prawd o fotografii ślubnej, pod którymi mogę się jak najbardziej podpisać. Zachęcam więc i Was do przeczytania go, może pomoże Wam kiedyś w tej ważnej decyzji. Bo zdjęcia są na całe życie... Szczególnie te ze ślubu, bo dubli nie ma. Często są za to buble....



Wojciech Marzec
http://blog.wojciechmarzec.com/

"Muszę przyznać, że podziwiam pary młode, którym w dzisiejszych czasach przyszło szukać fotografa ślubnego. W epoce w której fotografia stała się tak popularna i powszechna jak niegdyś encyklopedia PWN, robieniem zdjęć ślubnych zajmuje się niemal każdy, kto nie ma innego pomysłu na życie. Jeżeli przyjmiemy założenie, że co setna osoba w Polsce posiada cyfrowy aparat, a połowa z tych osób była ostatnio na ślubie, możemy zaryzykować stwierdzenie, iż mamy w Polsce 190 tysięcy osób, które gotowe są za pieniądze zrobić wam „rewelacyjne” zdjęcia ślubne. Czaicie to? 190 tysięcy!!! Toż to masakra. Oczywiście to tylko przypuszczenie więc mogę się mylić, ale faktem jest, że swojego rewelacyjnego fotografa ślubnego możecie znaleźć wszędzie. Może to być wasz kolega z pracy, pani na kasie w supermarkecie, czy też bezpłatny morderca czający się tuż za rogiem. Słowem wszędzie.
Zapewne zadajesz sobie w tym momencie pytanie jak w takim gąszczu fotografów znaleźć tego właściwego, tak aby nie wydać niepotrzebnie pieniędzy na coś, czego nie potrzebujesz lub czego nie akceptujesz? Hmm, też chciałbym to wiedzieć. Niestety nie ma na to złotego środka. Trzeba szukać, zarąbiście dokładnie szukać. Nie po łebkach – to za mało. Zapewne myślisz teraz o analizowaniu takich tematów jak: ilość zdjęć, ilość czasu w którym najemnik będzie wykonywał swą katorżniczą pracę, ile dostaniesz odbitek, a ile nie, no i oczywiście cena. Cena jest wszak priorytetem. Niestety, wiele osób błądzi w ten sposób. Fotografia to nie handel ziemniakami, tu nie liczy się tylko ilość i cena. Tu trzeba otworzyć umysł i serce aby zobaczyć to co niewidoczne gołym okiem.
Postanowiłem pomóc wam jakoś w tym niełatwym zadaniu, tworząc ten oto poradnik. Nie będzie to jednak typowy poradnik jakich wiele znajdziecie na stronach zajmujących się sprzedażą reklam firmom obsługującym biznes ślubny. Nie oszukujmy się, tych ludzi tak naprawdę nie obchodzi jak będzie wyglądała wasza pamiątka fotograficzna. W sekrecie powiem wam, że niektórych fotografów też tak naprawdę to nie obchodzi. Nie interesuje ich, czy za kilka lat będziecie mieli przy czym usiąść (oczywiście mam na myśli zdjęcia ślubne, a nie półlitrowy czasoumilacz) i powspominać chwile, kiedy to całe życie układaliście sobie na nowo. Prawda jest jednak taka, że niektóre pary też mają to gdzieś. Zostawmy więc tych ludzi w spokoju.
Zacznę może od tego, że tak jak nie istnieje jeden idealny samochód zaspokajający potrzeby wszystkich kierowców, tak nie istnieje idealny fotograf, który będzie właściwym wyborem dla każdej pary. Zresztą gdyby tak nie było, kwestia wyboru ograniczałaby się jedynie do tego ile wydać, aby móc pokazać się przed znajomymi. Każdy z nas ma jednak inne potrzeby oraz nieco inaczej ukształtowaną wrażliwość, zatem i wybór nie jest taki oczywisty. Na rynku są różni fotografowie, z przeróżnym podejściem robiący bardzo różne zdjęcia. Niektórzy idą za głosem serca tworząc obrazy zapadające w pamięć, a niektórzy podążają za modą dokonując zadziwiających modyfikacji genetycznych w programach graficznych. Ja sam staram się robić taką fotografię, którą miłośnicy wysokopołyskliwego plastiku oraz programów typu „ gwiazdy śpiewają na lodzie” bez mrugnięcia okiem nazwą wymysłem szatana i jako twór z piekła rodem przeklną po wiek wieków, spluwając przy tym przez lewe ramię. Z drugiej strony ludzie mający sobie za nic błagalne wołanie Tima aby Morgan nie zabijała Taylor w 3317 odcinku „Mody na Sukces”, nie spojrzą nawet na fotografie stworzone w photoshopie jako zlepek 50 warstw kiczu i tapet.
Aby móc jakoś usystematyzować swoje porady, postanowiłem podzielić cały artykuł na dwie odrębne części. W pierwszej chciałbym skupić się na tym jakich fotografów szukać. Druga z kolei dotyczyć będzie jakich sugerowałbym unikać. Zacznijmy może od tych pierwszych.
Ja wiem, że często pierwszym pytaniem tuż po słowach „czy wolne?” jest pytanie „za ile?” , myślę jednak iż ludzie którzy kierują się wyborem w ten sposób sami kręcą sobie pętle na szyję. Być może nie uwierzycie w to co piszę, ale odkryłem (i to mnie niesamowicie zaskakuje), że niektórzy przy wyborze fotografa ślubnego kierują się prawie wyłącznie ceną. Są gotowi wziąć byle kogo aby tylko zaoszczędzić 200zł. Chociaż rozumiem, że czasy są trudne, a dobrzy fotografowie nie chcą już spędzać całego tygodnia od zmierzchu do świtu nad jednym zleceniem za 1000 zł jak to jeszcze miało miejsce 5 lat temu. To jednak chyba nie jest to najlepsze wyjście. Wysnułem swego czasu tezę, że dobry fotograf to nie taki, który za sam fakt, iż nie pozwiecie go do sądu zrobi wam miliardy zdjęć i odda je wszystkie w RAW-ach, a po prostu taki, którego zdjęcia was poruszają. Niektórzy w tym miejscu powiedzieliby, że zdjęcia powinny się podobać. Ja jednak twierdzę (a przecież wiem lepiej, bo jestem mężczyzną), że to nie wystarczy. W końcu nikt z nas nie wiąże się z drugą osobą tylko dlatego, że ta mu się zaledwie podoba. Ze zdjęciami jest tak samo. Potrzeba tutaj swoistej iskry z lekką dozą tajemnicy. Czasami zdarza się mi prowadzić z parami dialog polegający na wspólnym wybieraniu fotografa. Przyznam się szczerze, że często sam mam problemy przy pierwszym obejrzeniu kilku portfolio, które ci ludzie mi podsyłają. Okazuje się, że nawet słabe zdjęcia, ale ładnie wykończone w programie graficznym (myślę, że „wykończone” to odpowiednie słowo;)), potrafią przy pierwszym wejrzeniu zmylić. Sprawa jednak bardzo szybko (przynajmniej dla mnie) staje się jasna, kiedy ogląda się takie zdjęcia po raz któryś. Często wówczas ładnie wyglądające fociaszki szybko się opatrują i wyłazi z nich wielkie nic. Chciałoby się rzec, że pustka wali zeń drzwiami i oknami (znacie te przepiękne portrety butów, czy też powyciągane chmury w oknach limuzyn prawda?). I na odwrót. Czasami zdjęcia, które przy pierwszym obejrzeniu nie zrobiły na nas piorunującego wrażenia, nagle zaczynają pracować. Zaczynamy w nich dostrzegać coraz więcej szczególików, które składając się na pewną całość odsłaniają przed oglądającym swoją magię i moc.
Jedną z najważniejszych rzeczy o których się powszechnie nie mówi, a ludzie często nie zdają sobie z tego sprawy jest fakt, że żaden fotograf nie może być najlepszym w każdym gatunku fotografii. Najprostszy podział jakiego można dokonać przy analizowaniu fotografii ślubnej to podział na reporterów oraz „kreatorów”. Ci pierwsi sprawdzają się w rzetelnym przedstawieniu dnia uroczystości, oraz specjalizują się w naturalnych zdjęciach plenerowych. Tworzenie kreatywnych, szalonych plenerów nie idzie im najlepiej. Kreatorzy z kolei realizują się w tworzeniu nowych światów po to aby w nich umieszczać pary młode. Takie osoby dobrze sprawdzają się właśnie w szalonych plenerach ślubnych, kreatywnych portretach grupowych, gorzej radząc sobie z typowym reportażem. Weźcie to proszę pod uwagę przy wyborze fotografa, bo jest to dosyć istotna kwestia.
Przejdźmy może teraz do tego jakich fotografów unikać.
Ja na waszym miejscu przede wszystkim unikałbym tzw. „artystów”. Wiecie – fotografia artystyczna posiada pewne walory, które nie są zbyt pożądane w fotografii ślubnej. Wybierając takiego ziomka na fotografa ślubnego ryzykujecie, że jedyną waszą pamiątką będzie zestaw trzech zdjęć przedstawiających brudne naczynia i to po tysiaku za sztukę. No i po co Wam takie coś. Oczywiście żartuję, ale w dzisiejszym świecie artystyczna fotografia ślubna oznacza przeważnie fotografa, który właśnie nabył swoją pierwszą lustrzankę cyfrową i za pomocą magicznej opcji „download photoshop” postanowił stać się panem i władcą waszych wspomnień. To zła droga, nie idźcie nią.
Równie szerokim łukiem omijałbym fotografów, którzy za cenę dekielka od obiektywu oferują super profesjonalny (jakże by inaczej) reportaż składający się z 300 tysięcy zdjęć, a za dodatkową opłatą, chętnie nakręcą wam również film, nakarmią kozy, oraz opowiedzą bajkę, że więcej znaczy lepiej. W tym miejscu chciałem zwrócić uwagę, iż daleki jestem od twierdzenia, że za psie pieniądze nie da się znaleźć dobrego fotografa z wieloletnim doświadczeniem dysponującego profesjonalnym sprzętem. Oczywiście się da, ale prawda jest taka, że nie jest to zadanie łatwiejsze niż nadmuchanie tuzina balonów siedząc na galopującym jeżozwierzu. Być może niektórzy zauważą, że przecież profesjonalny sprzęt oraz wieloletnie doświadczenie nie jest konieczne aby robić wspaniałe zdjęcia ślubne. Stwierdzicie: zapał, pomysłowość i najnowszy dizajnerski kompakt często lepiej się sprawdzają niż niejeden profesjonalny fotograf. No cóż. Pamiętacie może jak Lech Wałęsa myślał, że zrobi z Polski drugą Japonię? Wy w tym miejscu mylicie się nawet bardziej. Słyszałem, że są spece, którzy zrobią wam takie zdjęcia za free. Hmm, dla mnie brzmi to równie zachęcająco, co opcja darmowej kastracji w zamian za doświadczenie. Wbrew temu co opowiadają ludzie fotografujący gołe laski, dobra fotografia ślubna jest jedną z najtrudniejszych dziedzin fotograficznych. Jest tak dlatego, że fotograf ślubny musi często pracować w skrajnych warunkach oświetleniowych i to następujących po sobie z częstotliwością erekcji królika jadącego na dopalaczach. Taki fotograf musi niezależnie od panujących warunków stworzyć reportaż zawierający wszystkie ważne momenty a na dodatek powinien on być spójny wizualnie. Aby zrobić to dobrze potrzebna jest naprawdę duża doza wyczucia popartego wieloletnim doświadczeniem. Niewielu się to udaje.
Unikałbym również fotografów, którzy „starają się” za bardzo. Gonią za modą nadużywając to dziwnych perspektyw, to skocznych kolorów, to znowu wymyślają magiczną technikę „medium key” (wiecie, te wszystkie szaro-szare zdjęcia pozbawione czerni i bieli). Urozmaicają swoje prace fotografując bez jakiegokolwiek sensu, to zza szyby, to zza kwiatka, to z dołu, to z góry…. ja pierdykam. Przestrzegam was przed tym wszystkim dlatego, że widząc to co się dzieje mogę śmiało stwierdzić , iż świadomość fotograficzna z czasem podniesie się w całym społeczeństwie. To co dzisiaj jest modne i dopuszczalne jutro może okazać się najgorszym koszmarem – co gorsza waszym koszmarem. Jeżeli nie wierzycie w to co piszę, obejrzyjcie sobie proszę jakieś produkcje weselne wideomajstrów z lat 90. Dzisiaj kiedy nasza wrażliwość na obrazy jest znacznie większa niż dwie dekady temu, człowiek z trudem przebija się przez 3 godziny tańczących plam okraszonych wstawkami speszonych ludzi siorbiących rosół. Jeżeli więc zdjęcia ślubne mają być pamiątką na lata, nie chcielibyście przecież pluć sobie w brodę, że wybraliście fotografa który gimnastykując się na krzywych w photoshopie tak pięknie spreparował wasze zdjęcia, że nawet spece z Interpolu nie byliby w stanie zrobić z nich w razie potrzeby listu gończego. Zdaję sobie sprawę z tego, że spora część ludzi traktuje fotografię ślubną jako kolejne uświetnienie tego szczególnego dnia. Rozumiem, że dla niektórych piękne zdjęcia mają być tylko kolejnym gadżetem, którym możemy pochwalić się przed znajomymi. Badania jednakże wskazują że fotografia ślubna (o czym będę jeszcze wiele razy wspominał, bo większość ludzi zdaje się o tym nie pamiętać) nie jest produktem do konsumpcji natychmiastowej (jak fotografia reklamowa, modowa, etc.). Jej celem nie jest sprzedawanie nas sobie samym. To fotografia przede wszystkim pamiątkowa. Fajnie jest wracać po latach do takich zdjęć, żeby móc przypomnieć sobie młodość oraz zobaczyć jakim się było. Pytanie, czy patrząc za lat 50 będziemy w tych zdjęciach widzieć siebie, czy może tylko niedojrzałość fotografa?
Podsumowując:
Moim zdaniem tak naprawdę w fotografii ślubnej najważniejsze są zdjęcia oraz nasza indywidualną wrażliwość. Nie ma sensu brać super sławnego i drogiego fotografa skoro jego zdjęcia nie wywołują na was żadnego wrażenia. Podobnie nie ma sensu brać fotografa, którego jedynym atutem jest to że potrafi przeżyć miesiąc o misce ryżu (w końcu pasta do butów też jest tania, ale wątpię czy zrobi wam wymarzone zdjęcia ślubne). Wybór powinien wypłynąć z serca. Kierowanie się rozsądkiem w tym przypadku przypomina zakup sportowego samochodu ze względu na pojemność bagażnika. To głupie i bez sensu. Jeżeli zatem czyjaś fotografia szczególnie Was oczaruje i urzeknie, to olejcie ilość zdjęć oferowaną przez fotografa. Olejcie fakt, że kosztuje dwa razy tyle co planowaliście wydać na całe wesele. Olejcie nawet to, że jest garbaty, ma 4 kochanki i należy do PiSu. Weźcie go. Nie pożałujecie. W końcu kryzys się kiedyś skończy, Chiny znów będą pracować na nasz wspólny wzrost gospodarczy, a wam zostaną wspaniałe zdjęcia:)
UWAGA!!! Autor głosi jedynie swoje tezy, które wymyśla z nudów i w które naiwnie wierzy. Wykorzystanie przedstawionych tu porad w praktyce odbywa się na własne ryzyko. W trakcie pisania posta nie ucierpiało żadne zwierzę, zdrożał za to cukier."
© Oll rajts rezerwed;)